Ebiznes, marketing internetowy, e-biznes
Marketing i zarządzanie w projektach internetowych

Pasywny dochód to mit

Opublikowano dnia Saturday, 2 August 2008 przez Łukasz Jarzembowski

Czy Ciebie również zewsząd bombardują motywujące informacje o sukcesie, pasywnym dochodzie itp.? Rozprawmy się z tym raz na zawsze - pasywny dochód nie istnieje!

Pasywny dochód w Polsce staje się coraz bardziej popularny. Google znalazło ponad 25 tysięcy stron internetowych na ten temat. Oczywiście większość podchodzi do tematu hiperoptymistycznie - zrób coś, a później czerp z tego pieniądze. Według mnie jednak sprawa nie wygląda tak różowo.

Śmiem podważyć np. definicję z Wikipedii, że “Dochód pasywny otrzymywany jest wtedy, gdy raz wykonana praca (akcja, działanie) przynosi ciągłe zyski”. Zaraz to wszystko udowodnię.

Pasywny dochód z depozytów bankowych - nie istnieje

Załóżmy, że wygrałeś w totka milion złotych i wkładasz je na lokatę z rocznym oprocentowaniem w wysokości 6% (raz wykonana akcja). Otrzymujesz więc miesięcznie 4050 zł “pasywnego” dochodu (60.000 / 12 minus podatek “Belki”). Załóżmy, że ta kwota wystarcza Tobie i Twojej rodzinie na przeżycie, więc nie podejmujesz żadnej pracy i żyjesz jak rentier.

Wkrótce jednak okazuje się, że inflacja wynosi 5% i - jeśli umiesz liczyć - Twoja lokata przynosi straty (realne oprocentowanie po potrąceniu “podatku Belki” wynosi bowiem 4,86%). Twoje wydatki rosną, Twoje oszczędności maleją - na horyzoncie pojawia się widmo bankructwa.

Oczywiście musisz się jakoś przed tym obronić, szukając nowych możliwości inwestycji, ale to znowu oznacza pracę.

Zautomatyzowany serwis internetowy

Ten model dopiero testuję (postawiłem niedawno autobloga), ale z dotychczasowego doświadczenia opartego na “zwykłych” serwisach internetowych, wnioskuję, że z tego modelu również nie można otrzymać pasywnego dochodu w najczystszej postaci. Skąd bowiem taki serwis miałby mieć użytkowników? Jeżeli jest tworzony automatycznie, autor się pod nim nie podpisuje, nie komentuje, nie daje nic od siebie - odstrasza tylko użytkowników i nie przyciąga reklamodawców.

Dochody z wynajmu nieruchomości - nie są pasywne

Pomijając kwestię znalezienia “dobrej” nieruchomości obecnie, w przyszłości również czeka Cię sporo pracy nad ściąganiem i kontrolowaniem należności lokatorów, remontów, szukaniem nowych lokatorów itd. Pracę więc będziesz wykonywać wielokrotnie.

Dywidenda z posiadanych akcji - mało pasywna

W “dobrych czasach” firmy nie wypłacają dywidend (a w zasadzie nie powinny, gdyż akcjonariusz zyskuje na wzroście wartości akcji). W “złych czasach” wypłacają niewiele większe od odsetek z lokat bankowych. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale ich znalezienie również wymaga czasu i pracy (akcje trzeba kiedyś sprzedać, żeby nie stracić).

Dochody z praw autorskich, licencji, patentów - dosyć pasywne, ale…

Prawa autorskie majątkowe wygasają co prawda dopiero 70 lat po śmierci autora, ale jeżeli chce się żyć np. z jednej piosenki (praca raz wykonana), potrzebny jest sztab ludzi do promocji, a i tak kiedyś się ona ludziom po prostu znudzi… Poza tym przedmiot prawa autorskiego, licencji, czy też patentu obowiązuje cykl życia produktu, a więc w konsekwencji - spadek i zanik zainteresowania nim.

Inne przykłady…

Na każdy przykład pasywnego dochodu znajdę kontrargumenty przez które dochód taki nie jest pasywny. Ale nie piszę tego, żeby podważyć sensowność pracy ludzi nad ich źródłami “pasywnego dochodu”. Praca taka ma sens. Ale jeżeli praca zostanie tylko raz wykonana, zapomnisz o niej i będziesz liczyć na długotrwałe z niej korzyści - uważaj żebyś się nie przeliczył ;-)

Skoro nie pasywny, to jaki?

Skoro dochód pasywny nie istnieje, to jak inaczej nazwać dochód o którym mówią ci wszyscy “rentierzy”? Jak pisałem wcześniej, dochód czysto pasywny nie istnieje i w zasadzie zawsze trzeba pilnować swojego interesu. Pytanie tylko, ile czasu musisz na to osobiście poświęcać? Praca na etacie to 40 godzin tygodniowo. Jeżeli swoim interesom poświęcasz dużo mniej - możesz mówić o sobie “rentier” ;-)

Z większością interesów kojarzonych z “pasywnym dochodem” jest jednak zupełnie inaczej - szczególnie na początku. Wymagają one ogromnego zaangażowania w zdobywanie wiedzy, przezwyciężania trudności na starcie, znoszenia porażek itd. No i na początku o wielkich dochodach można tylko pomarzyć…

Proponuję więc “dochód pasywny” nazywać dochodem “odłożonym w czasie” lub “rozłożonym w czasie”. A jaki czas wziąć pod uwagę? Wedle uznania: produktywny (np. “godzina mojej pracy jest warta X zł”) lub całkowity (”zarabiam Y zł/h nawet kiedy śpię”)

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, proszę go
lub poleć przez inne serwisy społecznościowe: dodajdo    
Łukasz Jarzembowski Łukasz Jarzembowski, autor bloga - od 2006 roku łudzi się, że będzie bogaty... ;-) ale nadal ciężko nad tym pracuje. Programuje, bloguje, i pozycjonuje, tworząc i promując swoje e-biznes­y. kontakt
 

Wpisy podobne do "Pasywny dochód to mit"

    No related posts

14 komentarzy do “Pasywny dochód to mit”

  1. Darek napisał:

    Jestem bardzo podobnego zdania. Bez pracy nie ma kołaczy. Absurdalne jest podejście do biznesu online jak do kury znoszącej złote jajka. Żeby coś osiągnąć trzeba stale być na bieżąco i pilnować biznesu, a to przecież praca wcale nie lżejsza niż ta na etacie. Właściwie aby założyć sobie źródło stałego pasywnego dochodu trzeba wpierw zainwestować spore pieniądze, a to nie jest dostępna dla zwykłych ludzi, niezależnie od tego jak “pozytywnie” myślą.

  2. Sylwester napisał:

    masz sporo racji, ale weź pod uwagę też to, że to nie Ty musisz wykonywać całą pracę. Wyobraź sobie, że część swojego dochodu pasywnego oddajesz komuś wzamian za to, że to on pilnuje Ci całego podwórka? :) Jedyne co nas w życiu ogranicza to nasza wyobraźnia, to od Ciebie zależy na ile jej pozwolisz działać ;) pozdrawiam

  3. Łukasz J. napisał:

    @Sylwester: można zatrudnić kogoś do pilnowania podwórka, ale weź pod uwagę fakt, że na % w zyskach łatwiej zatrudnić amatora niż profesjonalistę. Profesjonalista oczekuje stabilnego i wcale nie małego wynagrodzenia - bo jest profesjonalistą. Jeżeli więc od tego “pasywnego dochodu” odejmiesz wynagrodzenie dla profesjonalisty - ciekawe czy dlaej będzie Ci się opłacało posiadanie takiego biznesu. Poza tym nawet profesjonalistów trzeba kontrolować - jak myślisz, po co oprócz zarządu są w Spółkach Akcyjnych rady nadzorcze?

  4. Łukasz J. napisał:

    @Darek: “Właściwie aby założyć sobie źródło stałego pasywnego dochodu trzeba wpierw zainwestować spore pieniądze” - z tym się nie zgodzę, bo nawet inwestując te spore pieniądze dochód nie będzie “czysto pasywny”.
    Z ebiznesowego podwórka - popatrz na O2.pl - oni zainwestowali spore pieniądze w biznes i jakoś nadal pracują…
    Złote Myśli z koleji wcale nie inwestowały ogromnych pieniędzy (dopiero później pozyskały inwestora), a z tego co widzę również w tym przypadku - żaden z właścicieli nie uważa się za “rentiera”.

  5. Zarabianie na blogu » » Zarabianie na blogu z ekonomicznego punktu widzenia napisał:

    [...] zarobków z bloga nie można traktować w kategorii pasywnego dochodu i w pewnym momencie zupełnie przestać blogować. Można jednak – dzięki ciągłemu, [...]

  6. Waldek napisał:

    Witam.

    Musze przyznac, ze artykul bardzo ciekawy, choc krotki. Spodobalo Mi sie to, ze rozwiewaz pewne zaczerpniete “american dream’s”.

    Zapomniales jednak o jeszcze jednej formie budowania dochodu pasywnego, a mianowicie o budowaniu systemu. Mam tu na mysli nie tylko MLM, na wzor firm a’la Amway, czy Avon, ale takze system w sensie min.-max, czyli minimalna iloscia pracy osiagasz rosnace dochody.
    Idea ta jest czesciowo oparta na zasadzie dzialania w.w. firm. A mianowicie, nie wazny jest produkt, czy tez usluga, a wypromowanie jej, nastepnie dojscie do jakiegos poziomu znajomosci sprzedazy i promocji tejze uslugi/produktu, a nastepnie zatrudnienie laikow w celu nauczenia ich tego samego lub przekazania czesci wiedzy na tyle duzej, aby sami mogli promowac i sprzedawac u/p a nastepnie otwierac wlasne oddzialy w innych miastach.
    Podsumowujac jest to system oparty na zasadzach dzialania MLM ale takze firm akwizytorskich; min.-max.

    Pozdrawiam.

    PS. W razie checi nawiazania dluzszej dyskusjii zaprasza: waldemar.mroczek@gazeta.pl

  7. Jacek K. napisał:

    Oczywiście że to nie jest mit.
    Dla przykładu:
    Strona www - 100 podstron - wartościowe treści do których ludzie będą linkować - pozycjonowanie - niska konkurencja - kilka miesięcy i mamy 1 pozycje w google -> przy odrobinie szczęścia dalszy brak konkurencji i mamy swoje kilka dolarów dziennie z adsense.
    Nie wspominam o programach partnerskich, dzięki którym można zarabiać jeszcze więcej.
    Warunek musi być spełniony -> niska konkurencja i mam zarobki przez lata, bez zaglądania na strone.

  8. Łukasz Jarzembowski napisał:

    @Jacek K.: Jeżeli ten “pasywny” dochód ma przychodzić przez dwa lata (załóżmy, że po takim czasie pojawi się konkurencja lub nisza zostanie “wyczerpana” - też się zdarza), łatwo możesz wyliczyć ile dochodu ten serwis Ci przyniósł i ile czasu na jego tworzenie poświęciłeś, w związku z czym możesz wyliczyć np. swoją stawkę godzinową (zł/roboczo-godzinę) i taki miernik jest IMHO o wiele bardziej odpowiednim sposobem wyrażenia dochodu niż pojęcie “pasywności”.

    Też kiedyś byłem podekscytowany pojęciem “pasywny dochód”. Jeżeli jednak nabierzesz trochę doświadczenia i potraktujesz swoje dochody zbyt “pasywnie”, zobaczysz że to sformułowanie to tylko przykrywka na dosyć ciężką, choć pasjonującą - pracę ;)

  9. GrassHopper napisał:

    Trochę nie do końca tak jest.

    Fakt, że ze stron internetowych i e-boków zysków nie będzie “w nieskończoność” ale jeśli chodzi o lokaty rentierskie i dywidendy - to się mylisz.

    Po pierwsze - nikt nie kupuje pod “pakiet dywidendowy” tylko jednej spółki - kupuje się cały portfel. Wówczas nawet jak 50% spółek nie wypłaci dywidendy a reszta ją ograniczy - i tak masz zysk z “posiadania” - czyli czysto pasywny.

    Dwa - jeśli masz już wspomnianą lokatę 6%, a inflacja to 5% to i tak masz 1% pasywnego dochodu! To, że nie starczy Ci na życie nie ma tu żadnego znaczenia - 1% z ulokowanej puli będziesz miał tak czy inaczej.

    Patrząc długoterminowo - inflacja skacze od 3-6% i mając lokatę 6% de facto zarobisz więcej.

  10. 2jarek napisał:

    Najprostsza i dosyć automatyczna inwestycja w garaże miejsca parkingowe (możliwie najwyższa stopa zwrotu z nieruchmości często poniżej 10 lat).
    W czasach tel komórkowych, maila i elektronicznych przelewów nie ma najmniejszego problemu by posiadając flotę np xx miejsc parkingowych czy garaży wygenerować pasywny dochód wymagający 1h pracy raz na jakiś czas.
    W przypadku dłużnika firma windykacyjna nawet zamki pozmienia jak trzeba.

  11. etos napisał:

    Witam
    “Pasywny dochód to mit” cały ten wywód to bzdury. To wygląda na chęć wywołania oglądalności i odwiedzalności tego bloga i spowodowania dyskusji tutaj o sprawach oczywistych.

    Rownie dobrze można napisać że “słońce krąży wokół ziemi”.

    Jeżeli kupię lornetkę za 100 zł i postawię ją na słupku. Turyści będą przez nią patrzeć za opłatą to po zwrocie zainwestowanej sumy, od tego momentu będzie dochód pasywny czy nie?
    Podałem tutaj najprostrzy model dochodu pasywnego.

  12. Łukasz Jarzembowski napisał:

    @etos: a jeżeli tydzień po zamontowaniu na słupku ktoś Ci tę lornetkę ukradnie, zniczczy lub postawi obok drugą lornetkę i dochód nie przekroczy 100 zł to co to będzie?
    Nieudana inwestycja.
    I w tych kategoriach trzeba rozpatrywać wszystko co jest związane z tym szumnie nazywanym “pasywnym dochodem”.
    A tego posta napisałem nie tylko po to, żeby zwiększyć oglądalność bloga, ale żeby edukować ludzi ślepo zapatrzonych w książki Kiyosakiego i im podobnych - przy każdym źródle “pasywnego” dochodu potrzeba trochę ciągłej pracy - aby go utrzymać.
    Wiem to z autopsji, więc jeżeli masz inne doświadczenia (nie przypuszczenia) - podziel się nimi ;P

  13. Co to będzie? — Etatowy Partner napisał:

    [...] Udowodnienie że można zarabiać w Polsce na programach partnerskich i w stosunkowo krótkim czasie (liczę ok. 3-4 miesięcy) stworzyć sobie źródło w miarę pasywnego dochodu. [...]

  14. Max napisał:

    Kiedyś umówiłem się ze znajomym w empiku i akurat gdy wszedłem stał przy regale z poradnikami amerykańskich autorów (przeczytałem ich w swoim życiu wiele ale równiez wiele przeczytałem książek zupełnie niekomercyjnych, niszowych takich prostych lecz urzeczywistnionych osób jak np Namkhai Norbu).
    Podszedłem do znajomego i nagle do mnie dotarło coś, co mu powiedziałem “Zostaw te książki każdy z tych autorów pisze je tylko dlatego że liczy na zarobek. Gdyby mieli nic nie dostać to by ten regał stał pusty. Czytaj książki tych którzy piszą dla ludzi a nie dla pieniędzy.”
    Senor kyiosaki najprawdopodobniej o czym w Polsce mało kto wie zmyślił sobie całą historyjkę swojego życia. Złote metody i inne temu podobne czary mary owszem że działają w 50% przypadków dokładnie tak samo skutecznie działa placebo podane chorym. Jaki z tego wniosek? wymyśl sam metodę w która uwierzysz że będzie działać dla ciebie, nikomu o niej nie mów, stosuj ją sumiennie, ewentualnie modyfikuj zgodnie z rezultatami. Ale ta metoda nie jest metodą ktoś powie bo tu nie ma recepty, no właśnie nie ma recepty, jest jedynie sztuka poznawania siebie jako istoty żyjącej myślącej czującej i zmiennej. Zrozum siebie, zaufaj sobie, zrealizuj się.

Skomentuj